PROWANSJA – POLE LAWENDOWE

Przed wyjazdem oglądałam na Instagramie sporo zdjęć z sesji w polach lawendy, ale mówiąc szczerze nie robiły na mnie ogromnego wrażenia. Co więcej, planując wyjazd do Nicei początkowo nie brałam w ogóle pod uwagę wycieczki na pole lawendowe, gdyż wiązało się to z koniecznością wynajęcia samochodu. Jak to się stało, że ostatecznie tam pojechaliśmy?

Wyjazd miał być budżetowy i zakładaliśmy zwiedzanie tylko bliskiej okolicy Nicei. Jednakże z czasem, przy zgłębianiu tematu na kilku blogach, plany stopniowo ulegały zmianie. I tak postanowiliśmy, że musimy jechać do VERDON – NAJPIĘKNIEJSZY KANION W EUROPIE. Z kolei będąc w kanionie nie można pominąć urokliwego miasteczka MOUSTIERS-SAINTE-MARIE –  NAJPIĘKNIEJSZE MIASTECZKO PROWANSJI, a stamtąd to już chwila na lawendowe pola. Tym sposobem spełniło się marzenie, o którym nawet nie marzyłam!

Z Moustiers wyjechaliśmy po kolacji, niespiesznym tempem. Kierowaliśmy się w stronę mekki miłośników lawendowych ujęć – miasteczka Valensole. Mapa pokazywała, że dojedziemy do pierwszego pola oznaczonego jako „Plateau de Valensole” w 40 minut. Do zachodu mieliśmy 1,5 godziny, więc zapowiadało się idealnie. Problem pojawił się, gdy zobaczyliśmy, że do oznaczonego na mapie „plateau” prowadzi szutrowa, wyboista droga w las. Ze smutkiem odpuściliśmy wjazd w taki teren ze względu na wypożyczony samochód. Postanowiliśmy jechać w stronę kolejnego pola, które było oddalone o kolejne 40 minut jazdy. To oznaczało, że nie dojedziemy tam przed zachodem słońca, dlatego liczyliśmy, że po drodze zobaczymy jakiekolwiek inne pole i chociaż tam zrobimy pamiątkowe zdjęcie. Jechaliśmy w stronę Valensole najszybszą drogą, którą wyznaczyła nam mapa. Jednakże w tym przypadku najszybsza oznaczała na skróty przez wielką górę, drogą na szerokość jednego auta, gdzie po jednej stronie było urwisko, a po drugiej skały. Na każdym ostrym zakręcie trąbiliśmy, bo nic nie było widać, a ku mojemu zdziwieniu minęliśmy dwa samochody! Droga dłużyła się w nieskończoność, a z drugiej strony zachód zbliżał się nieubłaganie. Straciłam już całą nadzieję na jakiekolwiek ujęcie „za widoka”, gdy nagle, za zakrętem, naszym oczom ukazało się wielkie, piękne lawendowe pole z zachodzącym słońcem! Co to była za radość i ulga jednocześnie.. Udało się!

Jakby tego było mało byliśmy tam całkiem sami! Po tym, co czytałam przed wyjazdem – o tłumach ludzi, fotografach z całego świata, instagramerach i ogólnie trudnościach w zrobieniu zdjęcia „solo” – byłam przeszczęśliwa z tej naszej fatalnej drogi! Dzięki niej mogliśmy mieć całe lawendowe pole na wyłączność! To był piękny moment.. Cieszyliśmy się jak dzieci, że mamy takiego farta! Tego dnia ewidentnie los nam sprzyjał. I nie wiem czy to kwestia tej historii z happy endem czy urok tego fioletowego pola tylko dla siebie, ale poczułam, że spełniło się moje marzenie. Marzenie, którego nie wyśniłam. A zachód słońca nad prowansalskim polem lawendowym był zdecydowanie najpiękniejszy z całego naszego pobytu we Francji! Zobaczcie go na filmiku z lotu dronem.

Jeśli Waszym marzeniem jest zobaczenie lawendowych pól Prowansji koniecznie przeczytajcie post z praktycznymi radami 10 WSKAZÓWEK DLA OSÓB, KTÓRE MARZĄ O PROWANSALSKIM POLU LAWENDOWYM. Trzymam kciuki za szybką realizację Waszego marzenia!

Podobne posty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *