PRZEJŚCIE GRANICZNE TAJLANDIA – KAMBODŻA W POIPET. JAK NIE DAĆ SIĘ OSZUKAĆ I UZYSKAĆ WIZĘ DO KAMBODŻY?

Zanim wyruszyliśmy w podróż przeczytaliśmy kilka, jak nie kilkanaście, wpisów na blogach podróżniczych o przekraczaniu granicy Tajlandii z Kambodżą w miejscowości Poipet. Dlaczego aż tak dokładnie weryfikowaliśmy informacje z różnych źródeł? Jak najlepiej dostać się z Bangkoku do Siem Reap? Jak przekroczyliśmy granicę? Co nas niemiłego spotkało? Odpowiedź na te i wiele innych pytań znajdziecie w tym poście. Zapraszam każdego, kto zamierza przebyć tę trasę.

Dlaczego warto wcześniej przygotować się do przekraczania granicy Tajlandii z Kambodżą?

Moim zdaniem warto wcześniej poczytać o tym jak wygląda sytuacja na granicy, żeby wiedzieć czego się spodziewać. To nie jest takie „zwykłe” przejście, do którego jesteśmy przyzwyczajeni – pokazujesz paszport, wbijają Ci wizę i przechodzisz. Niestety granica Tajlandii z Kambodżą owiana jest mnóstwem historii o łapówkarstwie, przekrętach, naciągaczach i różnego rodzaju oszustwach. Niestety nie możemy zaprzeczyć i historie te mają odniesienie w rzeczywistości.. Wydawałoby się, że w dzisiejszych czasach takie sytuacje nie powinny mieć miejsca, ale Kambodża rządzi się swoimi prawami i musimy być tego świadomi.

Jak najlepiej dostać się z Bangkoku do Siem Reap?

Z Bangkoku do Siem Reap możemy dostać się na 3 sposoby.

Pierwszy, najdroższy, ale jednocześnie najszybszy i najwygodniejszy to samolot. Czas lotu to ok. 1h. Koszt w 2019 roku wynosił ok. 500 PLN za bilet bez bagażu. Polecamy dla wszystkich wygodnickich, z małymi dziećmi czy bogatych nudziarzy 😉

Druga opcja, wg nas optymalna, to bezpośredni autobus z Bangkoku do Siem Reap. Z niej korzystaliśmy i niżej szczegółowo opisujemy wrażenia.

Trzecia, najtańsza opcja to pociąg. Podróż zaczyna się w Bangkoku na dworcu Hua Lamphong i kończy w Aranyaprahet, skąd trzeba dostać się na granicę w Poipet. Dalej podróż po stronie kambodżańskiej to czysta improwizacja – możemy zgadzać się na oferowane usługi tuk tukarzy, taksówkarzy czy innych przewoźników, które są podawane w bardzo wygórowanych cenach, negocjować lub szukać alternatyw, którymi podróżują lokalsi czy też próbować szczęścia stopem. Jest to na pewno opcja dla rządnych przygody! 🙂

Jak wygląda przekraczanie granicy w miejscowości Poipet oraz jakie dokumenty są niezbędne by przejść granicę? Jak uzyskać wizę do Kambodży? Nasza historia.

Zdecydowaliśmy się na wybór bezpośredniego autobusu jadącego z Bangkoku do Siem Reap (bez przesiadki). Podróż trwała około 8h, a autokar był komfortowy jak na azjatyckie warunki. Klimatyzacja działała bez zarzutu, a w połowie drogi zatrzymaliśmy się na parkingu, gdzie było 20 minut przerwy. Tam też można było kupić sobie coś do zjedzenia, choć dostaliśmy w cenie biletu ryż z warzywami, napój i przekąskę.

Wybraliśmy przewoźnika Giant Ibis Bus, gdyż jego biuro znajdowało się blisko naszego hotelu, a na miejscu wszystko nam wytłumaczono. Bilety kupiliśmy online w cenie 33 dolary od osoby. Autobus wyruszył ok. 8.30, a na dworcu w Siem Reap byliśmy chwilę przed 17.

 Na wstępie steward z Giant Ibis, podróżujący z nami w autobusie, rozdał formularze: biały APLLICATION FORM VISA ON ARRIVAL oraz żółty IMMIGRATION CARD do wypełnienia przez każdego i wypytywał czy mamy już wykupioną wizę, gdyż bez niej nie można wjechać do Kambodży.

Istnieje możliwość wcześniejszego wykupienia wizy online. Po więcej informacji wejdźcie na stronę https://www.evisa.gov.kh/. Wizę można też uzyskać w przedstawicielstwach dyplomatycznych Kambodży, jednak najbliższa ambasada znajduje się w Berlinie.

Jeśli nie mamy wizy uzyskanej wcześniej online lub w ambasadzie uzyskujemy ją na przejściach granicznych lądowych i lotniczych. W tym celu konieczne jest wypełnienie obu  formularzy oraz posiadanie gotówki na opłatę wizy (30 dolarów za osobę w 2019r.). Jeśli mamy już wizę wystarczy wypełnić tylko IMMIGRATION CARD (żółty formularz).

UWAGA! Aby uzyskać wizę na przejściu granicznym potrzebujemy również 2 fotografie paszportowe! Co więcej, aby wjechać do Kambodży nasz paszport musi być ważny w momencie wjazdu co najmniej 6 miesięcy.

Nie ma natomiast obowiązku okazywania biletu powrotnego czy środków na pokrycie kosztów pobytu.

Ale zanim dojechaliśmy do granicy nasz steward próbował sprzedać nam usługę „szybkiego i bezproblemowego przejścia” przez granicę w cenie 30 dolarów za osobę. Odmówiliśmy tej wątpliwej usługi, ponieważ wiedzieliśmy, że przekroczenie granicy to tylko oficjalny koszt wizy, a cała reszta to po prostu naciąganie i wykorzystywanie niewiedzy podróżnych. Jednak steward nie odpuszczał i nachodził nas całą drogę do Poipet. Najpierw grzecznie, a potem nachalnie zaczął nas straszyć i robić nerwową atmosferę. To było okropne i niesmaczne!

W autobusie jechało kilkanaście osób, z czego część miała wykupioną wcześniej wizę, a część zgodziła się na ten łapówkarski proceder. Od nich steward zebrał paszporty, zrobił im zdjęcia, które potem gdzieś wysyłał.. Kilka kilometrów przed granicą autobus zatrzymał się na jakimś pustkowiu, dosłownie w krzakach i steward pobiegł gdzieś z paszportami. Czekaliśmy na niego kilkanaście minut.. paszporty oddał ludziom na granicy.

Poza nami było jeszcze dwóch młodych Finów, którzy również nie chcieli brać udziału w tej łapówkarskiej farsie. Postanowiliśmy, że przejdziemy razem granicę i niech się dzieje co chce. Tak naprawdę obawialiśmy się najbardziej jednego – że autobus na nas nie poczeka, a przecież mieliśmy w luku duży bagaż.

Dojechaliśmy na granicę i steward skierował wszystkich do biura emigracyjnego Tajlandii. Niezależnie czy ktoś wykupił u niego „usługę” czy nie, musiał iść dalej sam. W praktyce ludzie szli za nami..

UWAGA! Pod żadnym pozorem nie dajcie się naciągnąć na żadne wizy od nagabywaczy z ulicy, szczególnie przed biurem migracyjnym Tajlandii!

Przy okienku tajlandzki oficer potrzebuje od nas paszportu z odcinkiem wyjazdowym karty (DEPARTURE CARD – zaznaczone niżej na czerwono), którą otrzymaliśmy na wjeździe do Tajlandii. Szczegółowo pisałam żeby nie zapomnieć go zachować do wyjazdu w poście TAJLANDIA – CZY POTRZEBNA JEST WIZA? JAK WYPEŁNIĆ ARRIVAL CARD?.

Po otrzymaniu pieczątki w paszporcie potwierdzającej wyjazd z Tajlandii udajemy się do wyjścia. Wychodzimy na tej samej ulicy, na której wchodziliśmy, ale przechodzimy na drugą (prawą) stronę i udajemy się w kierunku widocznej z daleka bramy stylizowanej na Angkor.

Idziemy cały czas prawą stroną, mijając bramę. Dochodzimy do białego budynku biura wizowego VISA ON ARRIVAL SERVICE. Wchodzimy i tam oddajemy tylko biały formularz APLLICATION FORM VISA ON ARRIVAL (na zdjęciu niżej), który wypełnialiśmy już w autobusie. Tam też musimy dać dwa zdjęcia paszportowe i zapłacić 30 dolarów za wizę. I w tym momencie mogą zacząć się rzekome „problemy”, bo panowie oficerowie będą chcieli od Was łapówki, np. napiszą Wam na karteczce kwotę wyższą i dopóki nie zapłacicie nie wydadzą Wam wizy. Pozostaje albo ulec (ewentualnie negocjować) albo nie dać się i zapierać, że więcej nie zapłacicie. W naszym przypadku dostali jakieś drobne bahty tajskie, które nam zostały, a to dlatego, że zależało nam na czasie.. I może to, że nie dostali tyle ile początkowo chcieli było przyczyną, że nie oddali nam żółtego formularza IMMIGRATION CARD, który im niepotrzebnie daliśmy jako komplet dokumentów.

Po wyjściu z VISA ON ARRIVAL SERVICE kierujemy się dalej, nie zmieniając strony. Po kilkudziesięciu metrach dochodzimy do kolejnego i ostatniego punktu jakim jest ARRIVAL, w którym pokazujemy paszport i oddajemy żółty wypełniony w autobusie formularz IMMIGRATION CARD. Na okienkach są nawet informacje, że w tym miejscu nie ma żadnych opłat. Tutaj otrzymujemy pieczątkę wjazdu do Kambodży wbitą w paszport i na tym kończą się wszystkie formalności.

Wszystko byłoby fajnie, gdybyśmy dostali z powrotem w biurze wizowym żółty formularz. Ale Panowie zemścili się za małą łapówkę i nam go nie oddali, dlatego musieliśmy załatwić kolejny i na szybko go wypisać. Wiedzieliśmy, że nasz steward miał cały plik tych formularzy, dlatego Robert bez wahania pobiegł do niego by wziąć nowe, czyste. Autobus stał blisko i wiedzieliśmy go z daleka, te wszystkie punkty zresztą są kilkadziesiąt metrów od siebie. Niestety nasz steward był złośliwy i za wszelką cenę chciał nam utrudnić przejście przez granicę (bo przecież nie daliśmy mu łapówki!), dlatego nie dał Robertowi pustego, żółtego formularza. To już był szczyt bezczelności! Szczęśliwie ja zostałam w punkcie ARRIVAL i mimo, że nigdzie nie leżały formularze to jakiś dobry człowiek dał mi dwa. Wypełniliśmy je szybko i stanęliśmy do kolejki, martwiąc się czy autokar dowodzony podłym stewardem nie odjedzie.

PS. Ci, którzy wykupili „usługę bezproblemowego przejścia” u stewarda stali z nami w kolejce, więc czasowo wyszło to tak samo 😉

Udało się! Autokar czekał, ale nie na nas tylko na innych opieszałych podróżników, którzy szukali toalety. Przejście przez wszystkie wymienione 3 punkty zajęło nam jakieś 20 minut, kolejka kilkunastu osób była jedynie w ostatnim punkcie ARRIVAL, w pozostałych pusto.

Dumni z siebie jak nigdy weszliśmy i jechaliśmy z podniesioną głową przez kolejne kilka godzin aż do dworca w Siem Reap.

Na koniec nie obyło się bez kolejnych prób naciągania na dodatkowe koszty. Po zaparkowaniu autokaru nasz „pomocny” steward zabronił nam wyjścia, bo powiedział, że najpierw muszą rozpakować nasze bagaże. Co za irracjonalny powód by nie wypuszczać ludzi na zewnątrz! Jednakże to nie był prawdziwy powód, a jedynie pretekst by nasze bagaże zostały od razu przejęte przez czekający tłum tuk tukarzy, chcących nas zawieźć do hotelu oczywiście po „odpowiednich” stawkach. Znowu musieliśmy się przeciwstawić układom i zrobić to po swojemu, czyli przejąć bagaże i targować się dobrych kilkanaście minut 🙂 A na koniec udało się jeszcze zrobić pamiątkowe zdjęcie stewardowi!

Podsumowując tę historię można oszczędzić sobie nerwów i trudu płacąc łapówki czy to stewardowi organizującemu „bezproblemowe” przejście czy to urzędnikowi w biurze wizowym. Można też postawić się temu bezprawiu i próbować tak jak my przekroczyć granicę bez dodatkowych kosztów. Myślę, że po przeczytaniu tego posta będzie Wam dużo łatwiej podjąć taką decyzję! Jeśli macie jakieś pytania zapraszam do komentowania lub wiadomości prywatnej. Chętnie też posłuchamy Waszych historii jeśli już przekraczaliście kiedyś tę granicę. Jeśli nie, życzymy Wam cierpliwości i powodzenia! 🙂

Podobne posty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *